Korzyści i wyzwania zwiazane z importem i kupnem auta używanego z USA
Import samochodów używanych ze Stanów Zjednoczonych do Polski
Jeszcze kilka lat temu samochód sprowadzany ze Stanów Zjednoczonych był w Polsce ciekawostką, domeną garstki pasjonatów amerykańskiej motoryzacji, którzy marzyli o muscle carze z epoki lub ogromnym pick-upie niedostępnym w europejskich salonach. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej – amerykańskie tablice rejestracyjne na polskich drogach przestały być egzotyką, a import zza oceanu stał się poważną alternatywą dla tradycyjnych kierunków zakupu używanych samochodów. Według danych Samar, w pierwszej połowie 2026 roku Polacy sprowadzili z USA dokładnie 38 tysięcy 276 używanych pojazdów, co sytuuje ten rynek na trzecim miejscu wśród źródeł importu, zaraz za Niemcami i Francją. Co więcej, podczas gdy import z krajów europejskich systematycznie spada – z Niemiec o 7 procent, z Francji o 6,6 procent – liczba sprowadzanych samochodów z USA wzrosła w tym samym okresie o 5,3 procent. Tendencja jest więc jednoznaczna: amerykański kierunek zyskuje na znaczeniu, a wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących latach ten trend będzie się tylko pogłębiał.
Skąd taka popularność? Odpowiedź jest złożona i nie sprowadza się wyłącznie do kwestii ceny, choć ta odgrywa rolę kluczową. Amerykański rynek motoryzacyjny jest największym na świecie, oferuje ogromną różnorodność modeli, często w wersjach wyposażeniowych i silnikowych nieobecnych w Europie. Do tego dochodzi specyficzna kultura motoryzacyjna Stanów Zjednoczonych, w której samochód jest nie tyle środkiem transportu, co wyrazem osobowości i stylu życia. Efekt jest taki, że Polacy coraz chętniej sięgają po auta zza oceanu – nie tylko te kultowe, jak Mustang czy Challenger, ale także codzienne SUV-y, luksusowe limuzyny czy praktyczne pickupy, które w amerykańskiej specyfikacji często oferują więcej za mniejsze pieniądze. Jednocześnie jednak import samochodu z USA to przedsięwzięcie o wiele bardziej skomplikowane niż zakup auta w Niemczech czy Francji. Różnice w przepisach technicznych, odległość geograficzna, odmienny system prawny i ogromne ryzyko związane ze stanem technicznym pojazdu sprawiają, że droga od amerykańskiej aukcji do polskiej rejestracji bywa wyboista i pełna pułapek. Celem tego artykułu jest kompleksowe przedstawienie zarówno korzyści, jak i wyzwań związanych z tą formą zakupu, tak aby każdy potencjalny importer mógł podjąć świadomą decyzję – i uniknąć kosztownych błędów.
Korzyści płynące z importu – dlaczego warto rozważyć ten krok
Cena, która przyciąga – ekonomia amerykańskiego rynku wtórnego
Najbardziej oczywistą i najczęściej wymienianą zaletą sprowadzania samochodów z USA jest atrakcyjna cena zakupu. Różnice w wycenach pomiędzy rynkiem amerykańskim a polskim potrafią być zaskakująco duże – sięgają nawet 30–40 procent w przypadku droższych modeli, zwłaszcza z segmentu premium. Przykładowo, Ford Mustang GT z silnikiem 5.0, który w polskim salonie nowy kosztuje od 270 do nawet 300 tysięcy złotych, po sprowadzeniu z USA jako używany egzemplarz kilkuletni, wraz z wszystkimi kosztami importu, zamyka się w przedziale 155–175 tysięcy złotych. Oszczędność rzędu 100 tysięcy złotych to kwota, która robi wrażenie i skutecznie przyciąga uwagę poszukujących okazji.
Skąd biorą się tak duże różnice? Po pierwsze, amerykański rynek wtórny jest nieporównywalnie większy od europejskiego, co naturalnie obniża ceny poprzez prostą zależność podaży i popytu. Po drugie, polityka cenowa producentów na rynek północnoamerykański często odbiega od tej stosowanej w Europie – samochody są tam generalnie tańsze już na starcie. Po trzecie wreszcie, ogromna większość aut sprowadzanych do Polski pochodzi z aukcji ubezpieczeniowych, takich jak Copart czy IAAI, gdzie pojazdy są wystawiane na sprzedaż przez firmy ubezpieczeniowe po wypadkach, szkodach lub jako auta z różnych przyczyn wycofane z eksploatacji. Ceny na takich aukcjach są często ułamkiem wartości rynkowej pojazdu w stanie idealnym, co stwarza szansę na zakup samochodu za ułamek jego rzeczywistej wartości.
Należy jednak od razu zastrzec – tańszy zakup nie oznacza automatycznie tańszego auta na polskich drogach. Cena wylicytowana na aukcji to dopiero punkt wyjścia, a całkowity koszt sprowadzenia pojazdu do Polski i doprowadzenia go do stanu umożliwiającego rejestrację jest sumą wielu składowych, o których będzie mowa w dalszej części artykułu. Świadomy importer musi więc patrzeć nie na cenę zakupu, ale na całkowity koszt finalny – dopiero on decyduje o rzeczywistej opłacalności przedsięwzięcia.
Bogactwo wyposażenia – amerykański standard vs europejska skromność
Kolejnym argumentem przemawiającym za importem z USA jest kwestia wyposażenia. Samochody przeznaczone na rynek amerykański często oferują znacznie bogatszy pakiet opcjonalny niż ich europejskie odpowiedniki, przy czym różnica w cenie jest nieproporcjonalnie mała. W Stanach Zjednoczonych klimatyzacja automatyczna, podgrzewane fotele, systemy multimedialne z dużymi ekranami, skórzana tapicerka czy zaawansowane systemy bezpieczeństwa są standardem nawet w podstawowych wersjach wyposażeniowych, podczas gdy w Europie za te same dodatki trzeba często dopłacać niemałe kwoty.
Amerykańska specyfika przejawia się także w podejściu do silników – tamtejsi kierowcy preferują jednostki większe, mocniejsze, często o pojemnościach nieobecnych w europejskiej ofercie. Dla pasjonatów motoryzacji oznacza to dostęp do wersji silnikowych, których w Polsce po prostu nie kupią, chyba że na rynku wtórnym po bardzo wysokich cenach. Mowa tu choćby o ogromnych V8 o pojemności 5.0, 5.7 czy nawet 6.2 litra, które w amerykańskich muscle carach i pickupach są na porządku dziennym, a w Europie stanowią rzadkość.
Co więcej, amerykańskie auta często mają ciekawe, niestandardowe kolory nadwozia, ekskluzywne felgi czy unikalne elementy stylistyczne, które wyróżniają je na tle europejskich odpowiedników. Dla kogoś, kto ceni sobie indywidualizm i nie chce jeździć autem, które spotyka na każdym parkingu, import z USA może być sposobem na zdobycie pojazdu z prawdziwie wyjątkowym charakterem.
Unikalne modele – czego nie kupisz w Europie
Amerykański rynek motoryzacyjny oferuje modele całkowicie niedostępne w Europie – i nie chodzi tu tylko o klasyczne muscle cary czy ogromne pickupy, choć one stanowią najliczniejszą grupę. W Stanach Zjednoczonych można znaleźć także modele japońskich i europejskich producentów w wersjach przeznaczonych wyłącznie na tamtejszy rynek, często z innymi silnikami, innym zawieszeniem czy innym wyposażeniem. Dla kolekcjonerów i pasjonatów to prawdziwy raj – szansa na zdobycie czegoś, czego nie ma nikt inny w okolicy, a co na amerykańskich aukcjach można kupić za stosunkowo niewielkie pieniądze.
Szczególnie interesująca jest oferta dużych SUV-ów i pickupów, które w Europie są albo całkowicie nieobecne, albo dostępne w bardzo okrojonej formie. Ford F-150, Ram 1500, Chevrolet Silverado – to pojazdy, które w amerykańskiej specyfikacji są prawdziwymi ciężarówkami do codziennej jazdy, oferującymi nieporównywalne możliwości przewozowe i holownicze. W Polsce, gdzie rynek pickupów dopiero raczkuje, taka maszyna budzi ogromne zainteresowanie i jest w stanie zaspokoić potrzeby zarówno firm, jak i prywatnych użytkowników ceniących sobie przestrzeń i uniwersalność.
Nie można też zapominać o rynku aut luksusowych – amerykańskie salony oferują egzemplarze marek premium w specyfikacjach często niedostępnych w Europie. Dotyczy to zarówno marek amerykańskich, jak Cadillac, Lincoln czy Tesla, ale także europejskich producentów, którzy na rynek USA kierują wersje z bogatszym wyposażeniem i mocniejszymi silnikami. Dla kogoś, kto szuka luksusowego auta w atrakcyjnej cenie, USA mogą okazać się kopalnią okazji.
Historyczna zmiana w przepisach – zniesienie ceł od lipca 2026 roku
Przełomowym wydarzeniem, które w zasadniczy sposób zmieniło ekonomikę importu samochodów z USA do Polski, było wejście w życie 1 lipca 2026 roku porozumienia handlowego między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Na mocy rozporządzenia (UE) 2026/1455 Unia zniosła wszystkie cła na amerykańskie towary przemysłowe, w tym na samochody. Dotychczasowe 10-procentowe cło importowe przestało obowiązywać, co przełożyło się na wymierne oszczędności dla importerów.
Skala tej zmiany jest niebagatelna. Dla samochodu o wartości celnej 100 tysięcy złotych bezpośrednia oszczędność związana z brakiem cła wynosi 10 tysięcy złotych. Jednak korzyść jest jeszcze większa, ponieważ akcyza naliczana jest od wartości celnej powiększonej o cło – wcześniej podstawa do naliczenia akcyzy była więc o 10 procent wyższa. Zniesienie cła powoduje zatem efekt kaskadowy, obniżając nie tylko samą opłatę celną, ale także wysokość naliczanej od niej akcyzy. Całościowa oszczędność może więc być znacząco wyższa niż sugerowałaby sama stawka celna.
Porozumienie zostało zatwierdzone przez Parlament Europejski – 440 eurodeputowanych głosowało za, 151 było przeciw, a 50 wstrzymało się od głosu. Umowa obowiązuje do 31 grudnia 2029 roku, co daje importerom kilkuletni horyzont czasowy stabilnych, korzystnych warunków handlowych. Warto jednak pamiętać, że o wysokości cła decyduje miejsce produkcji pojazdu, a nie kraj zakupu. Oznacza to, że samochód kupiony w USA, ale wyprodukowany na przykład w Meksyku lub w Kanadzie, może nie kwalifikować się do zerowej stawki celnej. W przypadku modeli produkowanych w różnych zakładach na całym świecie kluczowe znaczenie ma numer VIN, który pozwala jednoznacznie określić miejsce produkcji danego egzemplarza.
Rosnące zaplecze serwisowe – Ameryka w Polsce
Jeszcze kilka lat temu właściciel amerykańskiego auta w Polsce skazany był na poszukiwanie specjalistycznych warsztatów, które często nie istniały w promieniu kilkuset kilometrów. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Coraz więcej polskich serwisów samochodowych jest przygotowanych do obsługi pojazdów zza oceanu – znają się na ich specyfice, mają dostęp do odpowiednich narzędzi diagnostycznych i baz danych technicznych, a także potrafią sprawnie pozyskiwać części zamienne.
Dostępność części do najpopularniejszych amerykańskich modeli również uległa znaczącej poprawie. Choć wciąż zdarza się, że niektóre elementy trzeba sprowadzać bezpośrednio z USA, to w przypadku popularnych marek i modeli rynek wtórny w Europie jest już na tyle rozwinięty, że podstawowe części eksploatacyjne – jak klocki hamulcowe, tarcze, filtry czy elementy zawieszenia – są dostępne od ręki. Większe, bardziej specjalistyczne podzespoły bywają wyzwaniem, ale doświadczeni importerzy wiedzą, gdzie ich szukać i jak zorganizować dostawę.
Wbrew obiegowym opiniom, naprawa samochodu sprowadzonego z USA nie musi być więc ani szczególnie trudna, ani wyjątkowo kosztowna. Oczywiście, w przypadku egzotycznych modeli lub poważnych uszkodzeń konstrukcyjnych sytuacja się komplikuje, ale dla przeciętnego użytkownika, który sprowadza popularnego SUV-a czy sedana, problemy serwisowe są dziś znacznie mniejsze niż dekadę temu. Rozwój rynku amerykańskich aut w Polsce sprawia, że także zaplecze częściowe i serwisowe rośnie w siłę, co dodatkowo zwiększa atrakcyjność tego kierunku importu.
Wyzwania i ryzyka – druga strona amerykańskiego medalu
Całkowity koszt – pułapki ukryte pod atrakcyjną ceną
Największym błędem, jaki popełniają początkujący importerzy, jest porównywanie ceny wylicytowanej na amerykańskiej aukcji z ceną podobnego auta w polskich ogłoszeniach. Takie zestawienie wygląda niezwykle atrakcyjnie i skłania do szybkiej decyzji zakupowej, pomija jednak absolutnie kluczowe elementy całkowitego kosztu. Cena z aukcji to dopiero punkt startowy – do niej należy doliczyć szereg opłat, które potrafią zwiększyć finalny rachunek o kilkadziesiąt procent, a w niektórych przypadkach nawet podwoić początkową kwotę.
Po pierwsze, koszty po stronie amerykańskiej. Obejmują one prowizję aukcyjną – na Copart i IAAI to standardowo opłata za udział w aukcji (79–250 dolarów rocznie) oraz serwisowy (250–400 dolarów za wygraną licytację), a także opłaty za postój pojazdu na placu aukcyjnym, jeśli nie zostanie odebrany w terminie. Do tego dochodzi transport lądowy z placu aukcyjnego do portu morskiego – koszt uzależniony od odległości, wahający się od 200 do nawet 1500 dolarów. Następnie fracht morski do Europy, który w zależności od portu załadunku, rodzaju kontenera i gabarytów pojazdu wynosi od 700 do 2200 dolarów. W przeliczeniu na złotówki daje to kwotę od 4 do nawet 7 tysięcy złotych, przy czym w sezonie wiosenno-letnim ceny bywają wyższe.
Po drugie, opłaty celno-skarbowe w Polsce. Podstawą do ich naliczenia jest wartość celna, na którą składa się cena zakupu pojazdu, koszty transportu do granicy UE oraz ubezpieczenie. Od tej wartości naliczana jest akcyza, której stawki zależą od rodzaju napędu i pojemności silnika. Dla samochodów spalinowych do 2000 cm³ wynosi ona 3,1 procent, powyżej 2000 cm³ – 18,6 procent. Hybrydy typu HEV płacą 1,55 procent (do 2000 cm³) lub 9,3 procent (powyżej 2000 cm³). Samochody elektryczne oraz hybrydy typu plug-in są zwolnione z akcyzy. Do tego dochodzi podatek VAT, którego stawka zależy od kraju odprawy celnej – w Polsce wynosi 23 procent, w Niemczech 19 procent. VAT naliczany jest od wartości celnej powiększonej o akcyzę.
Po trzecie, koszty adaptacji technicznej i rejestracji. Obejmują one wymianę lub modyfikację reflektorów, dostosowanie kierunkowskazów, zmianę skali prędkościomierza z mil na kilometry, badanie techniczne w Polsce oraz opłaty rejestracyjne. To kwota rzędu od kilkuset do ponad tysiąca złotych, w zależności od zakresu niezbędnych przeróbek. Do tego dochodzą koszty tłumaczeń przysięgłych dokumentów – od 150 do 400 złotych.
Wreszcie, po czwarte – i to jest często najbardziej nieprzewidywalny element – koszty napraw. Samochody z amerykańskich aukcji rzadko są w idealnym stanie. Większość ma za sobą wypadek, powódź, lub inne uszkodzenia, które wymagają interwencji mechanicznej lub blacharskiej. Skala tych napraw bywa różna – od kosmetycznych poprawek za kilkaset złotych po poważne prace konstrukcyjne sięgające kilkunastu tysięcy. Dopiero zestawienie wszystkich tych elementów daje rzeczywisty obraz opłacalności importu i pozwala odpowiedzieć na pytanie, czy dany samochód faktycznie jest okazją.
Procedury celne – labirynt formalności
Sprowadzenie samochodu z USA do Polski to nie tylko kwestia logistyki, ale przede wszystkim skomplikowanego procesu administracyjno-prawnego. Samochód z USA jest pojazdem sprowadzanym z państwa niebędącego członkiem Unii Europejskiej, co oznacza, że przy pierwszej rejestracji w Polsce kluczowy jest dokument odprawy celnej przywozowej. Bez prawidłowo zamkniętej odprawy urząd może odmówić dokończenia rejestracji.
Proces odprawy celnej wymaga zgromadzenia kompletu dokumentów, z których każdy musi być prawidłowo wypełniony i przetłumaczony na język polski przez tłumacza przysięgłego. Do rejestracji potrzebne są: amerykański tytuł własności (Certificate of Title), dokument sprzedaży (Bill of Sale lub faktura), dowód odprawy celnej (SAD), dokument potwierdzający zapłatę akcyzy w Polsce, a także potwierdzenie pozytywnego wyniku badania technicznego. Dokumenty w języku angielskim nie są akceptowane bez tłumaczenia – wyjątek dotyczący unijnych kodów w dowodzie rejestracyjnym nie ma zastosowania do dokumentów z USA, ponieważ nie są one wydawane w państwie UE.
Problem pojawia się często, gdy pojazd był odprawiany w innym kraju UE – na przykład w Niemczech lub Holandii, gdzie VAT jest niższy. W takiej sytuacji klient musi dysponować pełnym zestawem dokumentów potwierdzających dopuszczenie do obrotu w danym państwie. Brak któregokolwiek z nich może skutkować odmową rejestracji i koniecznością uzupełniania formalności, co wiąże się z dodatkowym czasem i kosztami. Dlatego doświadczeni importerzy zalecają, aby kwestię odprawy celnej sprawdzić jeszcze przed zakupem auta, a nie dopiero przy składaniu wniosku w wydziale komunikacji.
Warto także pamiętać o terminach. Zgodnie z Prawem o ruchu drogowym, wniosek o rejestrację pojazdu sprowadzonego spoza UE należy złożyć w terminie 30 dni od dnia dopuszczenia pojazdu do obrotu przez organ Krajowej Administracji Skarbowej. Niedotrzymanie tego terminu może skutkować dodatkowymi opłatami lub komplikacjami administracyjnymi.
Ryzyko ukrytych wad – zakup w ciemno
Najpoważniejszym wyzwaniem, przed jakim staje importer samochodu z USA, jest niemożność osobistych oględzin pojazdu przed zakupem. Decyzja o licytacji podejmowana jest na podstawie zdjęć, opisów i raportów historii pojazdu – żadne z tych źródeł nie zastąpi jednak własnych oczu i dotknięcia. Efekt jest taki, że ryzyko zakupu auta z ukrytymi wadami jest w przypadku importu z USA znacznie wyższe niż w przypadku zakupu na europejskim rynku wtórnym.
Statystyki są tu bezlitosne. Według danych serwisu carVertical, ponad 9 na 10 samochodów importowanych ze Stanów Zjednoczonych do Polski w 2025 roku miało w swojej historii jakieś uszkodzenia. To oznacza, że niemal każde amerykańskie auto sprowadzane do naszego kraju ma za sobą wypadek, kolizję lub inną szkodę. Nie musi to oczywiście przekreślać zakupu – wiele pojazdów po mniejszych stłuczkach jest w pełni sprawnych i bezpiecznych – ale pokazuje skalę zjawiska i konieczność zachowania najwyższej ostrożności.
Szczególnie podstępne są uszkodzenia, które nie są widoczne na zdjęciach aukcyjnych. Naruszona konstrukcja nośna, skorodowane elementy podwozia, zalana elektronika po powodzi, wystrzelone poduszki powietrzne, problemy z układem napędowym – to wszystko może nie być uchwytne na fotografii, a koszty naprawy takich usterek potrafią sięgnąć kilkunastu tysięcy złotych. Do tego dochodzi ryzyko manipulacji przebiegiem – według tych samych danych carVertical, 3,2 procent pojazdów sprowadzonych z USA do Niemiec w 2025 roku miało sfałszowany licznik.
Jak minimalizować to ryzyko? Kluczowa jest dokładna weryfikacja historii pojazdu na podstawie numeru VIN. Raporty z baz takich jak Carfax czy AutoCheck pozwalają sprawdzić wcześniejsze kolizje, liczbę właścicieli, rzeczywisty przebieg, status prawny pojazdu oraz historię serwisową. Carfax dysponuje bazą ponad 35 miliardów rekordów z ponad 151 tysięcy źródeł danych, co czyni go najbardziej kompleksowym narzędziem do weryfikacji amerykańskich samochodów. AutoCheck z kolei często lepiej wykrywa szkody aukcyjne i historię sprzedaży hurtowej. Warto korzystać z obu tych źródeł, aby uzyskać pełny obraz historii pojazdu.
Niezwykle istotna jest także analiza amerykańskiego tytułu własności (Title). Nie wszystkie tytuły uprawniają do rejestracji w Polsce. Szczególnie należy wystrzegać się dokumentów z adnotacjami takimi jak „Salvage Title” (pojazd skreślony z rejestru z powodu uszkodzeń przekraczających wartość pojazdu), „Rebuilt Title” (odbudowany po poważnej szkodzie) czy „Flood Damage” (uszkodzony przez powódź). Samochody z takimi tytułami mogą być rejestrowane w Polsce, ale pod warunkiem że dokumentacja jest kompletna, a pojazd spełnia wymogi techniczne – proces ten jest jednak znacznie bardziej skomplikowany i ryzykowny.
Różnice techniczne – adaptacja do europejskich norm
Samochody produkowane na rynek amerykański różnią się od europejskich pod wieloma względami – i nie chodzi tu tylko o wygląd czy wyposażenie, ale przede wszystkim o zgodność z przepisami technicznymi. Aby amerykańskie auto mogło zostać zarejestrowane w Polsce, musi przejść proces homologacji, który potwierdza spełnienie norm europejskich. Wymaga to szeregu modyfikacji, które generują dodatkowe koszty i czas.
Najważniejszą różnicą jest oświetlenie. W USA stosuje się reflektory symetryczne, które świecą jednakowo w obie strony drogi. W Europie wymagane są reflektory asymetryczne, które oświetlają prawą stronę jezdni mocniej niż lewą, aby nie oślepiać nadjeżdżających z przeciwka kierowców. Konieczna jest więc wymiana lub modyfikacja reflektorów przednich – kosztujący od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych zabieg, w zależności od modelu i technologii oświetlenia.
Kolejną kwestią są kierunkowskazy. W USA często mają one czerwony kolor i są zintegrowane ze światłami postojowymi, podczas gdy w Europie obowiązkowe są żółte, migające kierunkowskazy działające niezależnie od świateł mijania. Konieczna jest więc modyfikacja tylnych lamp lub instalacja dodatkowych kierunkowskazów.
Prędkościomierz to kolejny element wymagający dostosowania. Amerykańskie samochody mają skalę w milach na godzinę (mph), podczas gdy w Polsce wymagane są kilometry na godzinę (km/h). Rozwiązaniem jest wymiana tarczy licznika, reprogramowanie komputera pokładowego lub zastosowanie konwertera sygnału – koszt takiej operacji to 300–800 złotych.
Do tego dochodzą inne, drobniejsze różnice – inne lusterka boczne, inny system radia (częstotliwości FM w USA różnią się od europejskich), inny moduł GPS w nawigacji, a czasem także inne normy emisji spalin. W 2025 roku aż 70 procent importowanych amerykańskich aut wymagało co najmniej dwóch modyfikacji technicznych, przy czym najczęściej dotyczyły one właśnie oświetlenia i kierunkowskazów. To pokazuje, że adaptacja techniczna to nie wyjątek, ale standardowa procedura, z którą musi liczyć się każdy importer.
Koszty eksploatacji – paliwo, ubezpieczenie, części
Sam zakup i sprowadzenie auta to dopiero początek wydatków. Amerykańskie samochody, zwłaszcza te z dużymi silnikami, które przyciągają największą uwagę importerów, są często droższe w codziennej eksploatacji niż ich europejskie odpowiedniki. Wyższe spalanie, droższe ubezpieczenie i wyższe koszty serwisowania to czynniki, które należy wziąć pod uwagę już na etapie planowania importu.
Spalanie to najbardziej oczywisty koszt. Przykładowo, Ram 1500 z silnikiem 5.7 HEMI V8 spala średnio 13–15 litrów benzyny na 100 kilometrów, a w ruchu miejskim potrafi przekroczyć nawet 20 litrów. Przy cenach paliw w Polsce w 2026 roku – benzyna 98 około 6,96 złotego za litr, olej napędowy około 7,31 złotego za litr – koszty paliwa w amerykańskim aucie mogą być dwukrotnie wyższe niż w porównywalnym europejskim odpowiedniku z mniejszym, turbodoładowanym silnikiem.
Ubezpieczenie to kolejny istotny wydatek. Samochody z dużymi silnikami i wysoką mocą są klasyfikowane przez ubezpieczycieli jako pojazdy o podwyższonym ryzyku, co przekłada się na wyższe składki OC i AC. W przypadku modeli sportowych czy luksusowych różnica w stosunku do aut europejskich może być znacząca – nawet kilkaset złotych rocznie.
Dostępność części zamiennych, choć stale się poprawia, wciąż bywa wyzwaniem. Podstawowe elementy eksploatacyjne – filtry, klocki hamulcowe, tarcze, amortyzatory – są już stosunkowo łatwo dostępne na polskim rynku wtórnym. Jednak bardziej specjalistyczne podzespoły, zwłaszcza te charakterystyczne dla amerykańskich wersji silnikowych czy wyposażeniowych, często trzeba sprowadzać z USA. Czas oczekiwania na taką część może wynosić od kilku do kilkunastu tygodni, a koszt przesyłki i cła (jeśli dotyczy) podnosi finalną cenę. W skrajnych przypadkach brak dostępności części może unieruchomić auto na długie tygodnie.
Wreszcie, kwestia serwisowania. Choć, jak wspomniano wcześniej, polskie warsztaty coraz lepiej radzą sobie z amerykańskimi autami, to wciąż nie każdy mechanik ma doświadczenie w naprawie pojazdów zza oceanu. Specjalistyczne serwisy, które znają się na amerykańskiej specyfice, często mają wyższe stawki godzinowe niż przeciętne warsztaty. W przypadku poważniejszych usterek, zwłaszcza tych związanych z elektroniką czy układami bezpieczeństwa, konieczność skorzystania z takiego specjalistycznego serwisu może znacząco podnieść koszty naprawy.
Dla kogo się opłaca – analiza opłacalności według segmentów
Modele, przy których import ma największy sens
Import samochodu z USA nie jest rozwiązaniem uniwersalnym – opłaca się w przypadku niektórych kategorii pojazdów, podczas gdy dla innych jest nieopłacalny lub wręcz ryzykowny. Do pierwszej grupy, czyli modeli, przy których różnica cenowa i dostępność czynią import atrakcyjnym, zaliczamy przede wszystkim auta klasy premium. Audi, BMW, Mercedes-Benz, Lexus – w tych markach różnice cenowe między rynkiem amerykańskim a polskim są największe i potrafią sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych. Amerykańskie egzemplarze często mają też bogatsze wyposażenie seryjne, co dodatkowo zwiększa atrakcyjność oferty.
Drugą grupą są duże SUV-y i pickupy. Ford F-150, Ram 1500, GMC Sierra, Chevrolet Silverado – to pojazdy, które w Europie są rzadkością, a w USA stanowią jeden z filarów rynku. Ich ceny na amerykańskich aukcjach są często ułamkiem tego, co trzeba zapłacić w Polsce za podobny egzemplarz – jeśli w ogóle uda się taki znaleźć. Dla firm budowlanych, rolników, leśników czy po prostu osób ceniących sobie przestrzeń i możliwości przewozowe, import takiego pickupa może być strzałem w dziesiątkę.
Trzecią grupą są samochody sportowe i muscle cary – Mustang, Challenger, Camaro, Corvette. To auta o kultowym statusie, które w amerykańskiej specyfikacji oferują silniki i osiągi niedostępne w Europie. Dla pasjonatów motoryzacji, którzy marzą o prawdziwym amerykańskim V8, import jest często jedyną drogą do spełnienia marzeń. Co ważne, w tej kategorii różnice cenowe są szczególnie duże, co sprawia, że nawet po doliczeniu wszystkich kosztów importu finalna cena bywa konkurencyjna.
Czwartą, coraz ważniejszą grupą są samochody elektryczne i hybrydy typu plug-in. Dla nich stawka akcyzy wynosi 0 procent, co w przypadku droższych modeli daje oszczędność rzędu kilkunastu tysięcy złotych w porównaniu z autami spalinowymi. Amerykański rynek oferuje szeroki wybór używanych Tesli, Chevrolet Boltów, Fordów Mustang Mach-E i innych elektryków, często w atrakcyjnych cenach. Biorąc pod uwagę rosnącą popularność pojazdów zeroemisyjnych w Polsce, ten segment prawdopodobnie będzie się dalej rozwijał.
Modele, przy których import się nie opłaca
Z drugiej strony są kategorie pojazdów, przy których import z USA jest nieopłacalny lub co najmniej wątpliwy. Przede wszystkim dotyczy to tanich, popularnych modeli miejskich, które bez problemu można kupić w Polsce. Ford Fiesta, Opel Corsa, Volkswagen Polo – w przypadku takich aut różnica cenowa między rynkiem amerykańskim a polskim jest niewielka, a koszty transportu, ceł i adaptacji przewyższają potencjalne oszczędności. Import takiego samochodu po prostu się nie kalkuluje.
Drugą grupą są auta z bardzo dużymi silnikami o pojemności przekraczającej 2000 cm³, które podlegają 18,6-procentowej akcyzie. W przypadku droższych modeli kwota akcyzy potrafi być tak wysoka, że całkowicie niweluje korzyści z niższej ceny zakupu. Przykładowo, dla samochodu o wartości celnej 150 tysięcy złotych akcyza wynosi prawie 28 tysięcy złotych – to kwota, która w wielu przypadkach przewyższa oszczędność wynikającą z zakupu w USA. W takich sytuacjach lepiej poszukać podobnego auta w Europie.
Trzecią grupą ryzyka są egzemplarze wymagające kosztownych napraw i modyfikacji. Samochód po poważnym wypadku, z naruszoną konstrukcją, zalany, z uszkodzoną elektroniką – choć na aukcji może kusić niską ceną, koszty doprowadzenia go do stanu używalności mogą być astronomiczne. Doświadczeni importerzy wiedzą, że w takich przypadkach lepiej odpuścić, nawet jeśli na pierwszy rzut oka oferta wydaje się okazją. Jak mówi jedna z branżowych zasad – tani zakup może szybko przestać być tani, jeśli brakuje części albo samochód wymaga kosztownej kalibracji systemów bezpieczeństwa.
Praktyczny przewodnik – jak bezpiecznie sprowadzić auto z USA krok po kroku
Etap przygotowań – zanim zaczniesz licytować
Zanim złożysz pierwszą ofertę na amerykańskiej aukcji, musisz wykonać solidną pracę domową. Pierwszym i najważniejszym krokiem jest określenie całkowitego budżetu, jaki jesteś gotów przeznaczyć na ten cel. Nie chodzi tu tylko o cenę zakupu, ale o wszystkie składowe, o których była mowa wcześniej – transport, cło, VAT, akcyzę, adaptację, naprawy, rejestrację. Dopiero mając taki kompleksowy budżet, możesz ocenić, czy dany model w ogóle mieści się w Twoich możliwościach finansowych.
Następnie wybierz model i wersję silnikową, która Cię interesuje. Sprawdź, jaka jest różnica cenowa między rynkiem amerykańskim a polskim – im większa, tym większy potencjał oszczędności. Zwróć uwagę na stawkę akcyzy – dla silników powyżej 2000 cm³ wynosi ona 18,6 procent, co może znacząco podnieść całkowity koszt. Jeśli to możliwe, rozważ wersję hybrydową lub elektryczną – akcyza dla nich jest niższa lub zerowa.
Kluczową decyzją jest wybór pośrednika. Osoba prywatna z Polski nie zawsze może licytować samodzielnie na amerykańskich aukcjach – w wielu przypadkach wymagany jest licencjonowany pośrednik, który uzyskuje dostęp do aukcji i dokonuje zakupu w imieniu klienta. Współpraca z doświadczoną firmą importerską to najbezpieczniejsze rozwiązanie – profesjonalny pośrednik pomoże w analizie aukcji, oszacuje koszty, przeprowadzi licytację oraz zajmie się logistyką i formalnościami. Oczywiście, usługa pośrednictwa kosztuje, ale w przypadku importu z USA jest to wydatek, który z reguły zwraca się w postaci unikniętych błędów i komplikacji.
Zakup – na co zwrócić uwagę na aukcji
Gdy już masz budżet, wybrany model i pośrednika, przychodzi czas na właściwy zakup. Proces licytacji na platformach takich jak Copart czy IAAI wymaga szybkich decyzji i dobrej znajomości rynku. Zanim złożysz ofertę, musisz dokładnie przeanalizować wszystkie dostępne informacje o pojeździe.
Zacznij od numeru VIN. To 17-znakowy identyfikator, który pozwala na sprawdzenie historii pojazdu w bazach takich jak Carfax czy AutoCheck. Raport z takiej bazy powie Ci o wcześniejszych kolizjach, liczbie właścicieli, przebiegu, statusie prawnym oraz historii serwisowej. To absolutna podstawa – bez raportu Carfax nie powinieneś licytować żadnego auta.
Następnie dokładnie przeanalizuj zdjęcia z aukcji. Zwróć uwagę na symetrię nadwozia – czy elementy karoserii są równe, czy nie ma wyraźnych nierówności, które mogłyby świadczyć o poważniejszym uszkodzeniu konstrukcyjnym. Sprawdź stan podłużnic – jeśli są wygięte lub pogniecione, to znak, że auto miało poważny wypadek. Oceń stan poduszek powietrznych – jeśli są wystrzelone, ich wymiana jest kosztowna. Przyjrzyj się elementom zawieszenia – czy nie są widocznie uszkodzone.
Nie mniej ważna jest analiza tytułu własności (Title). To amerykański dokument, który określa status prawny pojazdu. Samochody z „Clean Title” (czysty tytuł) mają największe szanse na bezproblemową rejestrację. „Salvage Title” oznacza, że pojazd został skreślony z rejestru z powodu uszkodzeń przekraczających wartość pojazdu – jego rejestracja w Polsce jest możliwa, ale wymaga dodatkowych formalności. Istnieją też tytuły, które całkowicie wykluczają rejestrację – np. „Parts Only” (tylko na części) czy „Export Only” (tylko na eksport). Zanim złożysz ofertę, upewnij się, że tytuł pojazdu uprawnia do jego rejestracji w Polsce.
Transport i logistyka – droga z USA do Polski
Po wygraniu licytacji rozpoczyna się etap logistyczny – transport pojazdu z placu aukcyjnego do portu w USA, a następnie fracht morski do Europy. To proces, który wymaga dobrej organizacji i znajomości realiów rynku.
Pierwszym krokiem jest odbiór pojazdu z placu aukcyjnego i transport lądowy do portu morskiego. Koszt zależy od odległości – im dalej auto znajduje się od portu, tym wyższa cena. Czasem droższy samochód zlokalizowany bliżej portu okazuje się korzystniejszy niż tańszy egzemplarz z odległego stanu. Warto więc przy wyborze auta brać pod uwagę nie tylko cenę zakupu, ale także lokalizację geograficzną.
Następnie fracht morski – samochód wysyłany jest kontenerem lub metodą ro-ro (roll-on/roll-off) do jednego z europejskich portów. Koszt transportu morskiego waha się od 700 do 2200 dolarów, w zależności od portu załadunku i gabarytów pojazdu. Do tego dochodzi ubezpieczenie transportu, które chroni przed ryzykiem szkody w przewozie. Oszczędzanie na logistyce bywa ryzykowne – opóźnienia, błędy w dokumentacji lub brak kontroli mogą prowadzić do dodatkowych kosztów.
Po dotarciu do Europy samochód trafia na odprawę celną. To moment, w którym należy uregulować wszystkie należności celno-skarbowe – cło (obecnie 0% dla aut wyprodukowanych w USA), VAT i akcyzę. Odprawy można dokonać w Polsce lub w innym kraju UE – wybór miejsca odprawy ma znaczenie dla wysokości VAT. W Niemczech stawka VAT wynosi 19 procent, w Polsce 23 procent – różnica jest więc znacząca. Jednak odprawa w innym kraju wiąże się z dodatkowymi formalnościami i koniecznością posiadania pełnego zestawu dokumentów.
Adaptacja techniczna i badanie – przygotowanie do polskich dróg
Po odprawie celnej samochód trafia do warsztatu, gdzie przechodzi niezbędne modyfikacje techniczne. Zakres przeróbek zależy od modelu i roku produkcji, ale zazwyczaj obejmuje kilka kluczowych elementów.
Reflektory – wymiana na asymetryczne, dostosowane do ruchu prawostronnego. To obowiązkowa modyfikacja, bez której auto nie przejdzie badania technicznego. Koszt zależy od technologii oświetlenia – dla aut z żarówkami halogenowymi to kilkaset złotych, dla aut z reflektorami LED lub matrycowymi – nawet kilka tysięcy.
Kierunkowskazy – modyfikacja tylnych lamp lub instalacja dodatkowych kierunkowskazów o żółtym kolorze. W USA czerwone kierunkowskazy są dozwolone, w Europie nie – muszą być żółte i migać niezależnie od świateł mijania.
Prędkościomierz – dostosowanie skali z mil na godziny na kilometry na godzinę. Rozwiązaniem jest wymiana tarczy licznika, reprogramowanie komputera lub zastosowanie konwertera sygnału. Koszt: 300–800 złotych.
Radio i nawigacja – dostosowanie do europejskich częstotliwości FM oraz wymiana modułu GPS. W nowszych autach często wystarczy zmiana ustawień w menu, w starszych – konieczna jest wymiana całego urządzenia.
Po wykonaniu modyfikacji auto przechodzi badanie techniczne w Polsce. To obowiązkowy etap, który potwierdza, że pojazd spełnia europejskie normy i może być dopuszczony do ruchu. Badanie obejmuje sprawdzenie oświetlenia, hamulców, zawieszenia, układu wydechowego, emisji spalin oraz wszystkich innych elementów wpływających na bezpieczeństwo. Dopiero po pozytywnym wyniku badania można przystąpić do rejestracji.
Rejestracja – ostatni krok do polskich tablic
Ostatnim etapem całego procesu jest rejestracja pojazdu w wydziale komunikacji. To procedura administracyjna, która wymaga zgromadzenia kompletu dokumentów i wniesienia odpowiednich opłat.
Do rejestracji potrzebne są: tytuł własności (Certificate of Title) wraz z tłumaczeniem przysięgłym, dokument sprzedaży (Bill of Sale lub faktura) wraz z tłumaczeniem, dowód odprawy celnej (SAD), dokument potwierdzający zapłatę akcyzy w Polsce, dokument potwierdzający pozytywny wynik badania technicznego, dowód ubezpieczenia OC oraz wniosek o rejestrację. Wszystkie dokumenty w języku angielskim muszą być przetłumaczone na język polski przez tłumacza przysięgłego. Koszt tłumaczeń to 150–400 złotych. Warto pamiętać, że wyjątek dotyczący unijnych kodów w dowodzie rejestracyjnym nie ma zastosowania do dokumentów z USA, ponieważ nie są one wydawane w państwie UE.
Wniosek o rejestrację należy złożyć w terminie 30 dni od dnia dopuszczenia pojazdu do obrotu przez organ KAS. Niedotrzymanie terminu może skutkować dodatkowymi opłatami lub komplikacjami. Po złożeniu wniosku i uiszczeniu opłat rejestracyjnych (dowód rejestracyjny – 54 złote, pozwolenie czasowe itp.) otrzymujesz tymczasowe pozwolenie, a po kilku dniach – komplet dokumentów i polskie tablice rejestracyjne. Samochód jest gotowy do jazdy.
Czy warto?
Import samochodu z USA do Polski to przedsięwzięcie, które – jak każda poważna inwestycja – ma swoje jasne i ciemne strony. Z jednej strony kuszą niższe ceny, bogatsze wyposażenie, dostęp do unikalnych modeli i korzystne zmiany w przepisach celnych, które od lipca 2026 roku znoszą 10-procentowe cło. Z drugiej – skomplikowane procedury, wysokie koszty transportu i podatków, ryzyko ukrytych wad, konieczność adaptacji technicznej i potencjalnie wyższe koszty eksploatacji.
Kluczem do sukcesu jest świadomość i przygotowanie. Import nie jest dla osób, które liczą na szybki i łatwy zysk – to proces wymagający czasu, cierpliwości i solidnej wiedzy. Ale dla tych, którzy podejdą do niego z należytą starannością, może być źródłem ogromnej satysfakcji – i prawdziwie wyjątkowego samochodu, którego nie spotka się na każdym parkingu. Decyzja o imporcie powinna być poprzedzona dokładną kalkulacją całkowitych kosztów, weryfikacją historii pojazdu, wyborem sprawdzonego pośrednika i przygotowaniem na ewentualne komplikacje. Jak mówi jedna z branżowych zasad – nie kupuj auta, które widziałeś tylko na zdjęciach, chyba że jesteś gotów zaakceptować ryzyko, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Wraz ze zniesieniem ceł udział importu z USA prawdopodobnie jeszcze wzrośnie, a polski rynek amerykańskich samochodów będzie się dalej rozwijać. To dobra wiadomość dla wszystkich, którzy marzą o amerykańskim aucie na polskich drogach – pod warunkiem że podejdą do tego marzenia z rozsądkiem i wiedzą. Bo amerykański sen na polskich drogach jest możliwy – ale wymaga solidnego planu, cierpliwości i odrobiny motoryzacyjnej pasji.
Wszystkie opisane wcześniej korzyści, ryzyka i zawiłości proceduralne związane z importem samochodu z USA do Polski składają się na obraz przedsięwzięcia niezwykle kuszącego, ale i wymagającego. Dla osoby, która podejmuje się tego zadania po raz pierwszy, cały proces – od śledzenia aukcji, przez logistykę transoceaniczną, aż po żmudną odprawę celną i adaptację techniczną – może przypominać błądzenie w gęstym labiryncie. Z pomocą przychodzą jednak firmy, które uczyniły z importu amerykańskich aut swoje profesjonalne powołanie, oferując kompleksową obsługę na każdym etapie – od pierwszej kalkulacji po wydanie kluczyków do gotowego, zarejestrowanego pojazdu. Jednym z liderów tego rynku w Polsce jest Arkam Cars, firma, która dzięki kilkuletniemu doświadczeniu i tysiącom zrealizowanych transakcji udowodniła, że amerykański sen na polskich drogach może stać się rzeczywistością bez zbędnego stresu i nieprzewidzianych wydatków.
Arkam Cars to bezpośredni importer pojazdów z USA, który wyróżnia się na tle konkurencji przede wszystkim kompleksowym podejściem i pełną transparentnością. Firma dysponuje licencjonowanym dostępem do domów aukcyjnych w Stanach Zjednoczonych, co daje jej klientom bezpośredni wgląd w rynek i możliwość uczestniczenia w aukcjach na żywo. To właśnie tam rodzą się najciekawsze okazje – samochody po szkodach, pojazdy z czystą historią, unikalne egzemplarze, których w Europie próżno szukać. Jednak samo wylicytowanie auta to dopiero początek drogi. Arkam Cars przejmuje na siebie całą resztę: organizację transportu lądowego w USA, fracht morski do Europy, odprawę celną, a następnie – co kluczowe – profesjonalne przygotowanie pojazdu do polskich warunków drogowych. Firma posiada własny transport krajowy LOHR oraz nowoczesny warsztat blacharsko-lakierniczy, co pozwala na sprawne przeprowadzenie niezbędnych napraw i modyfikacji technicznych, o których tak obszernie pisaliśmy wcześniej – wymianę reflektorów na asymetryczne, dostosowanie kierunkowskazów, przystosowanie prędkościomierza i wszystkie inne zabiegi wymagane do pomyślnego przejścia polskiego badania technicznego.
To, co szczególnie wyróżnia Arkam Cars na tle innych pośredników, to absolutna przejrzystość oferty. Każda wycena przedstawiana klientowi jest w pełni transparentna i zawiera wszystkie koszty importu pod wskazany adres – bez żadnych ukrytych opłat, bez niespodzianek na ostatniej prostej. Firma działa kompleksowo i bez zbędnych pośredników, co przekłada się nie tylko na niższe koszty, ale także na szybszy i bardziej płynny przebieg całego procesu. Klient ma pewność, że jest na każdym etapie – od wyboru samochodu, przez licytację, transport, odprawę celną, aż po końcową dostawę pojazdu. To szczególnie istotne w kontekście wyzwań opisanych w naszym artykule – świadomość, że za każdym elementem procesu stoi doświadczony zespół, który wie, jak uniknąć typowych pułapek, daje ogromny spokój ducha i pozwala skupić się na przyjemności z wyboru wymarzonego auta. Dla klientów, którzy nie chcą czekać kilku tygodni na sprowadzenie pojazdu zza oceanu, Arkam Cars przygotował także ofertę samochodów dostępnych od ręki – pojazdów, które znajdują się już w Polsce, są w pełni przygotowane i od razu gotowe do rejestracji i jazdy. To rozwiązanie idealne dla osób, które cenią sobie czas i nie chcą angażować się w cały proces licytacji i oczekiwania na dostawę. W ofercie firmy znajdują się zarówno egzemplarze dostępne natychmiast, jak i pojazdy będące już w trakcie importu, co dodatkowo skraca czas oczekiwania. Dzięki temu każdy – niezależnie od tego, czy woli samodzielnie wybrać auto na aukcji, czy skorzystać z gotowej oferty – znajdzie coś dla siebie.
Arkam Cars działa na terenie całej Polski, a swoje usługi oferuje klientom w największych miastach kraju. Siedziba firmy zlokalizowana jest w Warszawie i Wrocławiu, a także w Węgierskiej Górce na Śląsku oraz w Bielsku-Białej. Jednak zasięg działania Arkam Cars jest znacznie szerszy – firma z powodzeniem obsługuje klientów z Krakowa, Katowic, Poznania, Gdańska oraz wielu innych miejscowości, docierając ze swoimi usługami praktycznie w każdy zakątek Polski. Niezależnie od tego, czy mieszkasz na Dolnym Śląsku, w Małopolsce, na Śląsku, w Wielkopolsce czy na Pomorzu – profesjonalna pomoc w sprowadzeniu wymarzonego auta z USA jest na wyciągnięcie ręki. Firma może poszczycić się nie tylko bogatym doświadczeniem, ale także ogromnym zaufaniem klientów, co potwierdzają setki pozytywnych opinii oraz imponująca liczba ponad 350 tysięcy obserwujących w mediach społecznościowych. To właśnie tam Arkam Cars na co dzień dzieli się kulisami swoich realizacji – pokazuje, jak wygląda droga samochodu od amerykańskiej aukcji do polskiej drogi, prezentuje filmy z napraw, transformacji i końcowych odbiorów pojazdów. Dla pasjonatów motoryzacji to nie tylko źródło wiedzy i inspiracji, ale także dowód na to, że firma działa w sposób jawny, rzetelny i godny zaufania. Klienci, którzy decydują się na współpracę z Arkam Cars, często podkreślają w swoich opiniach profesjonalizm, pomoc w wyborze konkretnej licytacji oraz kompleksową obsługę na każdym etapie – od transportu, przez naprawę, aż po finalny odbiór pojazdu. W kontekście wszystkich wyzwań opisanych w niniejszym artykule – od skomplikowanych procedur celnych, przez ryzyko ukrytych wad, aż po koszty adaptacji technicznej – współpraca z doświadczonym importerem takim jak Arkam Cars przestaje być luksusem, a staje się wręcz koniecznością dla każdego, kto chce uniknąć stresu, nieprzewidzianych wydatków i długotrwałych komplikacji. Firma oferuje coś więcej niż tylko usługę pośrednictwa – oferuje kompleksowe rozwiązanie, które sprawia, że import samochodu z USA staje się prostszy, bezpieczniejszy i w pełni przewidywalny. Jeśli marzysz o amerykańskim aucie, ale nie chcesz samodzielnie zmagać się z labiryntem formalności, ryzykiem licytacji i logistyką transoceaniczną – skontaktuj się z Arkam Cars. Zespół doświadczonych specjalistów pomoże Ci znaleźć wymarzoną motoryzacyjną perełkę, przeprowadzi Cię przez cały proces importu i dostarczy auto gotowe do jazdy prosto pod Twoje drzwi. Sprawdź aktualną ofertę pojazdów dostępnych od ręki na stronie https://www.arkam-cars.pl/, odwiedź profile firmy w mediach społecznościowych, gdzie na co dzień prezentowane są najciekawsze realizacje, lub po prostu zadzwoń i umów się na bezpłatną konsultację. Twój amerykański sen na polskich drogach jest bliżej, niż myślisz – pozwól, by profesjonaliści zamienili go w rzeczywistość.
Zobacz również:
- Elektryczne pick-upy i SUV-y z USA
- Auta z USA - Koszt utrzymania auta z USA w Polsce w 2026
- Auta z USA - import aut typu SUV
- Sportowe auta z USA z lat 2015-2026
- Auta z USA - Dodge Ram
- Różnice w imporcie aut z USA i Japonii
- Import aut z Japonii
- Import aut z Kanady
- Auta z USA - Ford F-series
- Auta z USA - dlaczego warto sprawdzić historię samochodu
- Auta z USA - Chevrolet
- Auta z USA - Tesla
- Auta z USA z licytacji Copart
- Jak bezpiecznie i legalnie kupić auto z amerykańskiej aukcji
- Licytacje aut z USA
- Konwersja AUT USA EU
- Import USA - Licytacje, koszty i adaptacja do norm europejskich
- Import aut z USA Śląsk
- Auta z USA od ręki
- Auta z USA - amerykańskie SUVy
- Dlaczego współczesne samochody amerykańskie podbijają serca Polaków?
- Kalkulator sprowadzenia Auta z USA
- Auta z USA dlaczego warto w nie inwestować?
- Auta z Usa - Ford
- Import samochodów z USA
- Auta z USA - lincoln
- Auta USA Otomoto